Bloog Wirtualna Polska
losowy bloog | poleć tego blooga | inne bloogi | zaloguj się | załóż blooga
Kanał ATOM Kanał RSS
.

"parabola snu" albo "biodrem w stronę drzwi"

wtorek, 18 sierpnia 2009 16:47 Skocz do komentarzy
Mam przed sobą debiutancki tomik poezji Eweliny Nakielskiej „Witam Państwa w Mojej Audycji Gotyk i Seks” (wydany przez będzińskie wydawnictwo „Ekspresja” Anno Domini 2008), w którym - cytując fragment tytułowego wiersza - „(...) kobieta wąż kubizmuje wiersze/ i skręca/ do twarzy jej”, ja natomiast - prawie jak w utworze „kontrol” - „mokry pachnę tuż nad nią/ wysoko zachłannie”. Czy zapłonąłem w pokuszeniu-pociągu-zachwycie zważywszy, że „(...) magnetyzm poety mieszka w palcach, jedzie nimi dookoła” („kontrol”)? Przyznaję mam pewien dyskomfort, który dotyka chyba wielu „piszących” i jednocześnie czytających „cudze” zmagania z piórem (klawiaturą), zawieszam się po prostu... pomiędzy recenzowaniem, a zwykłą kontemplacją książki. Ot takie moje grafomańsko-egotyczne przewrażliwienie...

Jednak po chwili odkładam dylematy i swobodnie daję się ponieść temu-czemuś-nieokreślonemu-ś i wczytuję się, idę, przeskakuję, zatrzymuję się, wsłuchuję w szelest stron dosłownie dodźwięczny, odrzucam i oddaję się, daję się - wbrew rozumowi - wchłonąć.

Poeta Nakielska trzepocze do mnie „Wielkim Iluzjonistą”: „w powietrzu rozpływam się/ patrz uważnie”! I coraz mniej jestem pewien, czy to monolog czy dialog... Próbuję patrzeć „uważnie”, pomny prośby (przestrogi?) i śledzę interesującą grę wizerunkiem poety (Nakielska subtelnie zaznacza, że jest „poetą” a nie „poetką”). Śledzę go-ją-jego. Wchodzę w interesującą grę wspomnianym wizerunkiem w fotografiach autorstwa Patrycji Pawęzowskiej. W fotografiach, które nazwałbym zwizualizowanym uwierszeniem, bo są w klimacie tomiku (można rzec, że wiersze i fotografie prowadzą ze sobą swoisty dialog).

W trakcie lektury momentami zawieszam się (i cały mój system) pomiędzy „życiem i sztuką”, pomiędzy autorką i jej podmiotem(-ami) lirycznym(-i). Między ego i alter-ego (jej? moim? owym? Czyimś?), między zwykłością i „odwiecznym dylematem” (który mi się zamglił). Uciekam, resetuję... sięgam po Wilde'a by „ukryć artystę i objawić sztukę”. Wracam, by portrety i port... port-przystań jakąś odnaleźć, a tu tymczasem „papilarnie układają się na północ miasta” („Angela”) i przestrzeń „magnetyzmu palców poety” muska mnie „tańcem świętego Wita” i dopadają mnie „dreszcze wizualizacji” (i nie mam tu na myśli wyłącznie wspomnianych wyżej fotografii).

Próbuję siebie i moją świadomość ochronić ”przed tym czymś”, ale dostaję w oczy tytułem jednego z wierszy „Dlaczego ucieka, nie potrafię zrozumieć”. Cholera - mówię - to ja dowolnie i przypadkowo i wyrywkowo sobie dobieram kolejność, konteksty wysysam na indywidualną modłę, a tu naraz czytam, że „jakość postrzegania oraz stereo/ mesmerycznie w moich palcach...”. Cholera! Czy w moich „moich”, czy w jej/jego „ moich”? Mam jeszcze próbę urwania się od tej transmisji „przerwą na reklamę” (czytaj :'wypijam kawę, zaciągam się trzema papierosami naraz i ...' no, hm, ...następna czynność niech pozostania moim sek-s-k-retem), ale zaraz po powrocie dostaję wierszem „którego było”, a konkretnie słowami :”w sztuce umierania najgorszy jest widz/ jego samozwańcze katharsis okrutnym(...)”, bowiem „podłoga która zjadła Cię dębowym/ basem skleiła mi oczy pamiętasz”. Pamiętam. Pamiętam? On/ona/ono pamięta? Pamięta!!!

Czyżby Nakielska i jaj poezja grała we mnie czytelniku pierwiastkiem i rodzajem (męskim? żeńskim? Nijakim?)? Czyżby wachluje mną pomiędzy ying i yang , między białym i czarnym „dreszczem wizualizacji” aż po wilczy skowyt? Czy dzieje się tak tylko z powodu wspomnianej gry pomiędzy fotografią a wierszem? Czy też i (nie zawsze wygodna w czytaniu i odbiorze) czcionka dookreśla ów klimat? Mam wrażenie, że (w sensie odbiorczym ) dopada mnie coś co określiłbym mianem „rozpłeć”. Wydaje się to o tyle trafne (przynajmniej w kontekście relacji nadawca poezji – odbiorca poezji), gdy ponownie zwrócimy uwagę na notkę o autorce („poeta” a nie „poetka”!). Jakżeż to inne i subtelnie prowokacyjne w kontraście wobec wszelkiej maści „psycholożek” „filozofek” „historyczek” i tym podobnych, wyfeminizowanych ideą reformy rodzajowej języka, określeń. I zaznaczam nie widzę tu jakiejkolwiek propagandy. W kontekście płciowym tak podmiot(y) liryczny(e), jak i podmioty (przedmioty) odbiorcze można, wydaje się, bardzo dowolnie penetrować. „Rozpłeć” stąd jako pojęcia użyłem w sensie poetyckim jedynie (to akurat dopisek dla poszukujących tanich sensacji i dla tych, dla których pewien hipermarket ze sprzętem AGD nie kieruje ponoć swoich artykułów i reklam).

Cholera, muszę odetchnąć i aż chce mi się goszczącą u mnie (we mnie?) autora (autorkę?) skwitować jej własnymi słowami „zapraszają biodrem w stronę drzwi...” („kontrol”), ale następuje na mnie (dotyka?) wiersz „akceptacja”, w którym „centrum dowodzenia fiction/ czerwcowe popołudnie/ skrzydła na plecy okulary uśmiech” i cofam się (w każdym sensie) do „murder ballad”, „niskim głosem przez dziurkę od klucza” dochodząc do stwierdzenia, że „koniec podobno nie istnieje” . Hm, podobnie można i o „początku” . I można tak niezmiennie. Ale brnijmy ponadto. No, właściwie to ja brnę poprzez jej „Moje wierszo-polo” : „lubię popatrzeć/ w lustro podczas miłości/ lubię się sukę”. Oj, trzeba uciekać do mej „przyrodzonej” istoty, więc „zapalam światło wychodzę/ przyczajony smok” („wesprą go dobre moce i odniesie zwycięstwo”), ale tu znów „Angela”:
„czerwoną sukienką podnosisz brew
w wilka się zmieniam, głodny
wstydzę się swoich blizn”.

Czyżby to właśnie był ów (jak tytuł innego wiersza z tego tomiku) „ból który znam”? A może to wszystko (również moje całe postrzeganie w tej niby-recenzji), jest tylko „parabolą snu”???
Czyjego snu?

Na zakończenie dodam, że tomik Nakielskiej kupowałem dwukrotnie. Za pierwszym razem, po dość sceptycznej reakcji na tytuł, który dawał mi pewne odczucie, że mogę mieć do czynienia z jakimś „takim sobie niby skandalem” (bo słowo „seks” w tytule, mimo że już niby nie szokuje, to jednak oddziałuje komercyjnie na wciąż małomiasteczkową mentalność naszej nacji, bo „jeszcze Dulska nie zginęła, póki my żyjemy”. Lecz zawszeć to jednak... niespecjalnie wyszukana komercja). Jednak owa myśl, czy raczej uprzedzenie pierwotne (być może już oddziałujące powyżej zobrazowanym wrażeniowaniem) uległo zresetowaniu po (pobieżnej co prawda ale pobudzonej zainteresowaniem) lekturze kilku wierszy. Dało się zauważyć że „coś w tym jest”. Tomik kupiłem, by go jednak po chwili (bynajmniej nie z pobudek szlachetnych, a raczej może trochę po to, by w bezgrzeszny sposób pozbyć się zakupu)  ofiarować pewnej młodej kobiecie, która jak się później okazało, w niekłamanym zaskoczeniu wyznała, iż chciała nabyć już kiedyś ową książkę, ale „jakoś się nie złożyło”.

Później jednak, w czasie jednej z nielicznych wolnych chwil zacząłem uważniej przyglądać się twórczym działaniom Nakielskiej (za pośrednictwem między innymi jej strony w internecie) i doszedłem do wniosku, że jednak jej poetycki debiut mógłby mieć niezłe miejsce w mojej prywatnej bibliotece. Czemu to piszę? Bo wydaje mi się, że to kilkakrotne podejście do „Witam Państwa w Mojej Audycji Gotyk i Seks”, jest chyba najlepszą, jeśli nie puentą, to receptą na zbliżenie - penetrację - kontakt z poezją Nakielskiej. Wtedy ona zaczyna trafiać i prowokuje do powrotów i nawrotów .

W kwestii tytułu mam swoją bardzo prywatną uwagę. Szanuję oczywiście tzw. „Licentia poetica” i nie próbuję z tym dyskutować, bo już ewangeliczny Piłat reakcje na swoje „I.N.R.I” skwitował po rzymsku „com napisał napisałem”. Jednak...? ...gdy przypomnę sobie choćby całkiem zgrabną grę z czytelnikiem (już na przestrzeni tytułu) w arkuszu Pawła Lekszyckiego p.t.: „Pozwólcie dzieciom przychodzić do mnie” (gdzie między innymi spotykamy się z rozgrywką i relacją między uczniami a poetą-nauczycielem języka polskiego), to jako czytelnik zaczynam nieco kaprysić.

Owszem, tytuł tomiku Nakielskiej jest jak najbardziej wytłumaczalny i sensowny (w końcu jest to tytuł jednego z wierszy). Jednak gdybym miał wyrazić życzenie to preferowałbym, cytowane już wyżej słowa autorki „...biodrem w stronę drzwi”. Takie sformułowanie tytułu przyciągnęłoby mnie na pewno bardziej i pozwoliło na niepowierzchowne potraktowanie całkiem udanego debiutu książkowego (i wówczas być może nie podchodziłbym do konsumpcji tomiku dwukrotnie). Jednak te ostatnie dygresje to raczej czepianie się i mój prywatny kaprys „konsumenta poezji”, a nie jakaś głębsza refleksja. Ot, takie prawo klienta: „kupiłem to kapryszę troszeczkę, ale czekam na inne produkty”.
 
Z życzeniami pełnej wrażeń kontemplacji i lektury,

Arkadiusz R. Skowron
(zwierszoklecony bard chmurnoryjny)

źródło infotuba

tomik

na youtubie



Brak komentarzy.

Zapamiętaj Nick

Zapamiętaj Blog

Wstaw emotikona

poniedziałek, 22 marca 2010

Licznik odwiedzin: 29124

EKSPRESJA

EWELINA NAKIELSKA
PATRYCJA ANNA PAWĘZOWSKA

Wiersze i fotografie oraz inne utwory chronione są prawem autorskim i pozostają wyłączną własnością ich autorów. Bez ich zgody nie mogą być kopiowane, przetwarzane, wykorzystywane, publikowane w Internecie i innych mediach.



playing.angel@gmail.com

somebody66@gmail.com

Księga Gości

Ostatni wpis w księdze:

  • data: 21.11.2009 10:39:18
  • autor: flox
  • treść: Widzę, że na tym blo...

Prenumerata

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Statystyki

Odwiedziny: 29124
Wpisy
  • komentarze: 157
Księga gości: 2
Bloog istnieje od: 591 dni
EKSPRESJA TOP
blogi top-blog.pl - Ranking blogów Katalog Ciekawych Stron - Zapraszamy! web stats stat24
katalog stron internetowych TopBlogi - Najlepsze Blogi w Polsce DARMOWY KATALOG STRON Darmowy Katalog Stron :: www.GLT.com.pl Gry Katalog stron Kredyty Pobieranie Filmiki wymiana linkami życzenia
Popieram Kodeks Blogerów
fotografia czasrno-biała