Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 117 555 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS
.

wrong, depeche mode

wtorek, 24 lutego 2009 20:41


Wrong, wrong, wrong!

I was born with the wrong sign
In the wrong house
With the wrong ascendancy
I took the wrong road
That led to the wrong tendencies
I was in the wrong place at the wrong time
For the wrong reason and the wrong rhyme
On the wrong day of the wrong week
I used the wrong method with the wrong technique

Wrong
Wrong

There's something wrong with me chemically
Something wrong with me inherently
The wrong mix in the wrong genes
I reached the wrong ends by the wrong means
It was the wrong plan
In the wrong hands
With the wrong theory for the wrong man
The wrong lies, on the wrong vibes
The wrong questions with the wrong replies

Wrong
Wrong

I was marching to the wrong drum
With the wrong scum
Pissing out the wrong energy
Using all the wrong lines
And the wrong signs
With the wrong intensity
I was on the wrong page of the wrong book
With the wrong rendition of the wrong hook
Made the wrong move, every wrong night
With the wrong tune played till it sounded right yeah

Wrong, wrong (Too long)
Wrong (Too long)
Wrong (Too long)
Wrong (Too long)
Wrong (Too long)

I was born with the wrong sign
In the wrong house
With the wrong ascendancy
I took the wrong road
That led to the wrong tendencies
I was in the wrong place at the wrong time
For the wrong reason and the wrong rhyme
On the wrong day of the wrong week
I used the wrong method with the wrong technique

Wrong!

światowa premiera singla "wrong"
z albumu sounds of the universe,
echo awards, berlin 21.02.2009.
premiera radiowa - luty 2009
fizyczna - 6 kwietnia 2009

:-D


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (5) | dodaj komentarz

fast fashion, propozycje anny66

wtorek, 24 lutego 2009 14:06



























FOTOGRAFIA annaa66


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

she's in parties

wtorek, 24 lutego 2009 0:53

nachodzi mnie taka myśl w tym roku, bo przed nami imprezy, wernisaże, koncerty, śluby... chłopcy zrobili to na sylwestra, ja może skuszę się oficjalnie ;)

tymczasem, pragnę Państwu zaprezentować próbkę kolekcji zimowej 2009. autorką jest szesnastoletnia fanka gotyku, inspirowana victorią frances. obiecała, że poda swoje imię, lecz nie odpisała. twierdzi, że skończyła z rysunkiem. rozglądam się, E.











Podziel się
oceń
0
0

komentarze (4) | dodaj komentarz

człowiek na szybie, inspiracje

niedziela, 22 lutego 2009 19:03

okno i światło tworzą razem tajemniczy związek, subtelny i trudny do uchwycenia. to pierwsze służy przenikaniu się światów, powietrza, wolności, snów i myśli. światło symbolizuje moc, energię, tchnienie, ducha, boga i wszelkie pojęcia z nimi związane. przez okno można wypaść, wyskoczyć, wyfrunąć, zobaczyć przybysza z innego świata, zniknąć w niebie lub komputerze.


przed nami ciąg pięciu fotografii anny66, których treść niejako nawiązuje do symboliki okien. geometryczne, szczelnie zamknięte tło. w cywilizacji blokowisk i ciasnoty poglądów to gęsto wyczuwalna atmosfera, bauhaus od 1919 roku. do tego paranoje, fobie, lęki i wyrzuty sumienia, wybór. weźmy postmodernistyczną pogoń za wszystkim: muszę to mieć, nie wytrzymam, kupić, kupić, kupić. can I open the window, please?  szczególnie w autobusie.

puenta optymistyczna, bo pokazuje błogosławienie artysty, akt ulotnych momentów inicjacji, natchnienia lub kontakt z percepcją. u williama blake’a były to drzwi, korzystali z nich między innymi huxley, witkacy i morrison.

w sztuce fotografii, która jest przecież sztuką światła, obecność okien na planie może początkowo nie dziwić. dopiero później rodzą się interpretacje. E.



Podziel się
oceń
0
0

komentarze (1) | dodaj komentarz

windows peel

niedziela, 22 lutego 2009 1:38








Podziel się
oceń
0
0

komentarze (1) | dodaj komentarz

akt portret rodzina

sobota, 21 lutego 2009 13:34

 

moja rzeczywitalność

czas posuwa orze skórę głęboko
mam trzydzieści lat lekko przeciągnięte rzęsy
kurze łapki w szeregu raz, dwa, trzy, żyzna gleba

zaciskam powieki nie istnieję
tylko piach spod sosen które wokół domu
nie wyrastają w betonowych slumsach

nie ma dla mnie wolności
jak pies obrożę znoszę miłości matki
w skombinowanym na wprędce
związku poklepujesz mnie po ramieniu
okazując czułość

smakuję jak szczur krew pomieszaną z mieć nie być
ołowianym żołnierzem perlistego uśmiechu by przeżyć

anna66 prezentuje:





Serdecznie zapraszamy na
wernisaż fotografii artystycznej

Patrycji Anny Pawęzowskiej
pod tytułem "moja rzeczywidzialność"


dnia 27 lutego o godz. 17.00
w Klubie Jana Kiepury
 Sosnowiec ul.Będzińska 6

www.patrycjapawezowska.iportfolio.pl



Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

kto do kogo tutaj śpiewa i o czym

czwartek, 19 lutego 2009 20:55


mute records


w teledysku depeche mode pod tytułem "world in my eyes" (violator, 1990) przeplatają się aż trzy poziomy równoległej rzeczywistości odpowiednio ze sobą zależne. na szczycie tej drabiny mieści się pokój pogrążonego w myślach i pościeli mężczyzny (dave gahan). na drugim zmiana scenerii, kabriolet a w nim zakochana para (ponownie dave gahan), kino samochodowe, biały ekran. zaczyna się.

"world in my eyes" to piosenka o miłości. podmiot liryczny oferuje swojej adresatce pełną erotyzmu podróż "dookoła świata i z powrotem". metafory szczytów gór i głębi oceanu korespondują z geografią kobiecego ciała, jak i miłosnym stanem uniesienia ("strange love, strange highs and strange lows", music for the masses, 1987 ). mapy ciała i umysłu. postmodernizm.

załóżmy, że podmiotem lirycznym będzie mężczyzna za kółkiem.  ten sam pościelowy romantyk, który pod koniec klipu chwyta ów samochodzik w swoje ręce, jakby był tylko zabawką, a cała historia miała miejsce w wyobraźni.

akcja trzeciego poziomu rozgrywa się na scenie. dave śpiewa do tłumu słowa, które dave klon szepce dziewczynie w kinie: “let me show you the world in my eyes“.

kto zatem jest odbiorcą tych słów? niewiasta w aucie, czy publiczność na koncercie? a może subiektywne ja? ja, które słucha i interpretuje?

mówi się, że tekst kierowany jest do takiego odbiorcy, który intelektualnie zdolny do odczytania, nada treści odpowiednie znaczenie. dziewczyna w samochodzie zdaje się spełniać te kryteria. słowa poetycko płyną, ona odbiera je przez pryzmat przyjemności.

Świat w moich oczach

Pozwól mi zabrać Cię w podróż
Dookoła świata i z powrotem
I nie będziesz musiała nawet się poruszać
Po prostu siedź nieruchomo

Teraz pozwól swemu umysłowi rozpocząć spacer
I pozwól mojemu ciału zacząć mówić
Pozwól mi pokazać Ci świat w moich oczach

Zabiorę Cię na najwyższą górę
Do głębi najgłębszego morza
Nie będziemy potrzebować mapy, uwierz mi

Teraz pozwól mojemu ciału się poruszać
I pozwól moim dłoniom nieść ukojenie
Pozwól mi pokazać Ci świat w moich oczach

To wszystko
Nic więcej niż to co teraz czujesz
To wszystko

Pozwól mi zabrać Cię na statek
W długą długą podróż
Twoje usta blisko moich ust
Wszystkie wyspy na oceanie
Całe niebo w ruchu
Pozwól mi pokazać Ci świat w moich oczach

To wszystko
Nic więcej niż to co teraz możesz dotknąć
To wszystko

Pozwól mi pokazać Ci świat w moich oczach


nagle okazuje się, że dziewczyna podmiotu stanowi jedynie element wpisany w integralną całość tekstu. to Ty, Szanowny Czytelniku, wołasz ją do życia. słowo staje się ciałem, dajesz jej duszę. pan i władca kontra everywoman.

według niektórych teoretyków, odbiorca wpisany jest w strukturę tekstu odgórnie. nic bardziej mylnego. wiadomo, że odbiorców jest tylu, ilu czytelników, a ich interpretacja  może różnić się, determinowana przez szereg czynników zewnętrznych oraz wewnętrznych. zanurzanie się w tekst, zarówno pisany jak i obrazkowy, jest jak tchnienie życia  w nową rzeczywistość, czasem nawet kilka jej poziomów. wszystko zależy od wyobraźni. E.

world in my eyes, written by martin lee gore
autor tłumaczenia nieznany




Podziel się
oceń
0
0

komentarze (1) | dodaj komentarz

ptaki zimą

środa, 18 lutego 2009 21:40




śniegowa pierzyna biała
a budka dla ptaszków mała
wszystkie ptaki odleciały
tylko kruki nam zostały
wróble i gołębie szare
i cukrówki całkiem śmiałe
jedzą ptaszki to i owo
ciasto z masą kakaową
szyje babcia im sweterek
już nie zmarznie nasz wróbelek
                      E. 1986








FOTOGRAFIA anna66




Podziel się
oceń
0
0

komentarze (1) | dodaj komentarz

my, dzieci pana kleksa

wtorek, 17 lutego 2009 19:47

możemy przyjąć umownie, że to zwykła teoria spisku, ewentualnie wolna nadinterpretacja. jednak obecność dopalaczy na legalnym rynku w tak dziwnym kraju pobudza wyobraźnię i dzieli na dwa totalitaryzmy: ogłupiający swój naród wódką oraz ten z propozycją proszku i gazu. nowy wspaniały świat.

jestem pewna, że wielu z Was zwróciło uwagę na ukryty przekaz transmitowany w opiniotwórczych bajkach dla dzieci. pisane po to, by kształtować "właściwą" postawę obywatelską, manipulują żądany obraz świata. posłużmy się przykładem pięknej i bestii, która napisana została w celach salonowych, by dziewczęta nie bały się wychodzić za mąż za starszych od siebie obleśnych brzydali. często bogatych.

skoro najmłodszym robi się alegorie, by przygotować na zderzenie z rzeczywistością i uformować pewien sposób postrzegania u dorosłych, co mają powiedzieć ci wykarmieni kreskówkami o dopalaczach? zdajmy się na pana kleksa i jego ciężkie uzależnienie od piegów lub żeglarza papaia, który ostentacyjnie ćpa spida pod postacią szpinaku. na deser zostają edki żujące kwas w halucynogennej gumie owocowej bez cukru. jest luz.

załóżmy, że historia lubi zataczać kręgi, a dzięki rozwojowi techniki, możliwe do zrealizowania są pomysły spisane przed stu laty. uzależnić społeczeństwo. słabe grupy i jednostki są miękkie jak plastelina, z której można ulepić ideał. uzależnić i rzucić na krach! kryzys zrobi czystki, potem ktoś pomyśli o jakimś obozie. cywilizacja nowej generacji. bez limitu i połączeń, z pigułkami.

offowo jest nie posiadać telewizora, ale i do tych odpornych na bezpośredni przekaz skierowane są specjalne słowa z międzytreści. na oczy, uszy, nogi, ręce, serce, gardło, wrzody i hemoroidy, na skórę, twarz, zmarszczki, rozstępy, pamięć, włosy, paznokcie, nadwagę, na zanik i przyrost - reklamy kolorowych substytutów diet z grupą naczelną na ból. rano czerwona, potem niebieska, koniecznie na noc zielona i udział w programie gwarantowany. chyba że wcześniej skończy się jak w amerykańskim anty-śnie.

w opowiadaniu hłaski pod tytułem pętla z lat pięćdziesiątych nad barem, w którym do picia była tylko wódka wisiał szyld w akcie walki z alkoholizmem. z inicjatywy rządu. główny bohater alkoholik powiesił się.

E.


 

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (4) | dodaj komentarz

zew gór

poniedziałek, 16 lutego 2009 14:53

Ty idziesz górą a ja  doliną

I może dlatego nasze drogi się miną

Ale pamiętaj że

Dolina u stóp góry a góra u stóp doliny

Kończy i zaczyna się

Każda  dolina  ku górze może się wspinać

Tylko pamiętaj że

Spadając z góry  potłuc może się

Młodym to aż tak bardzo nie szkodzi

Lubią po górach chodzić

Kto po górach nie chodzi

Szczytów nie zdobywa

I całe  życie przeciętnym bywa

Dopiero jak spróbuje

Zew gór poczuje.




foto źródło


sytuacja ogólna bywa różna, niektórzy są za, inni przeciw, ale konkurs na bloga roku 2008 w onecie przyniósł niewątpliwe emocje. wiadomo - sami artyści i profesjonaliści. i wszyscy nagle się wstydzą: wstydzi się juror, więc nie pokazał się na gali, wstydzą się blogerzy i dają temu gwałtowny wyraz, a w końcu wstydzi się onet, nie nagłaśniając sprawy.

jedna pani się nie wstydzi, może dlatego, że jak sama mówi w wywiadzie "ona się nie słyszy, tylko słyszą ją inni".

pierwsze miejsce w kategorii blogi literackie zajęła pani regina chiciak z oławy ze swoim blogiem poezja prowinjconalna molekulka.blog.onet.pl

ponoć ten sam człowiek, który go wybrał, miał rzec te słowa: Niestety nie wiem jak wyrwać się z kręgu kultury płytkiej. Im więcej ludzi będzie wybierać kulturę wartościową tym szybciej się z tego wyrwiemy...

wzywa zew

E.



nowakowskiej pluskanie w szlamie

kilmora fisza zrozumienie dla świata molekułki

porażka virginii i cała prawda o konkursie

rozmowy ze sławomirem shutym

shuter skutego i inne skandale




Podziel się
oceń
0
0

komentarze (2) | dodaj komentarz

underground

niedziela, 15 lutego 2009 18:47

UNDERGROUND na scenie w malarni teatru śląskiego. w jednej z ról kobiecych zagrała anna leśniak w skąpej bieliźnie czarnej, jak i pozostałe dwie panie na parkiecie tego dnia. rola mówiona należała do pana, artura święsa, a w zasadzie śpiewana, z racji gatunkowej. początkowo również w bieliźnie, potem ubrał się w spodnie i całą resztę. buty zaprojektowane w design ala capone (niestety o podeszwie nieco sportowej), co z marynarką w paski  dało efekt artystyczny, a na pewno romantyczny.

underground
jest monodramem czterdziestolatka na podstawie piosenek toma waitsa i nicka cave'a. męska opowieść: kobiety, pistolety  i narkotyki, momentami acz liryczna w tęsknocie i żalu do młodości.

scena w malarni to lokale starego budownictwa zaadoptowane na potrzeby sceniczne, kameralne, ostatnio remontowane za gomułki, jak przypuszczam. atmosfera undergroundu więc dość wyczuwalna. dziewczyny też bardzo naturalne, prawie nagie, wiły się i kręciły, nęciły, wzdychały, wtórowały w refrenach. kurz, dym, stare metalowe przedmioty i zimne ściany. a jednak dramat bohatera opowiedziany ciut monotonnie. każda z kilkunastu piosenek zaraanżowana w identyczny sposób i o jednej barwie, co w sumie wcale nie musi przeszkadzać.

w roli pozostałych dwóch pań wystąpiły małgorzata daniłow i prawdopodobnie małgorzata deda lub ewa pirowska. reżyseria robert talarczyk.


bardzo przyjemny recital @)-->-->--

w sieci udało mi się znaleźć underground w zupełnie innej aranżacji. ciekawe, czy numer na koszulce przypadkowy czy też w pełnej świadomości dialogu? patrz liczba 23 E.

  

 

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (1) | dodaj komentarz

kiss me kiss me kiss me

niedziela, 15 lutego 2009 14:38

w dzień świętego walentego przyszedł do mnie film i zawisł na klamce z papierowym sercem w środku. nic szczególnego, takie rzeczy czasem zdarzają się. mroczny, dowcipny film, którego fabuła skoncentrowana jest wokół zabiegu wymazania kobiety z  pamięci klienta, w jego domu. absurd i studyjne science fiction w zabawie z podświadomością. lubię jima carreya w takich rolach. i kate winslet.

miłość zwycięża, lecz choć tytuł trochę głupawy (gra słów: zakochany bez pamięci), lubiącym chodzić do dużych kin może się nie spodobać.
cichemu dawcy dziękuję ]:->

E.

 

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

muszę to mieć na ścianie

sobota, 14 lutego 2009 23:38



Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

chapter 2: urzekła mnie twoja historia

piątek, 13 lutego 2009 20:18

Cienie przekraczają granice. Z sufitu na podłogę, krok od wbicia pazurów w oczy, do mózgu na wylot. Konar zostawia ślady na pościeli, zsuwa kołdrę z głowy. Noc wyrzuca brudy z zakamarków, gwałci wyobraźnię. Tik, tak, idzie z przeświadczeniem własnej boskości. Burza smaga biczem, rwie korony, ugięte dachy błagają o świt. W szafie, między płaszczami zaciska powieki, słone strużki szczypią, złamane usta liczą cięgi.


Kiedy była mała mieszkała z dziadkami i wujostwem na pierwszym piętrze kamienicy. Dzieliła pokój z babcią. Pokoje były ogromne, w każdym kaflowy elegancki piec, zimą ciepłe poczucie bezpieczeństwa a latem po prostu, piec. Najbardziej lubiła kuchnię, w której przesiadywali wieczorami wszyscy, oprócz matki i dziadka, którzy włóczyli się swoimi ścieżkami i przebywali w zakamarkach wielu domów, za wyjątkiem własnego. Babcia powtarzała wielokrotnie, iż nie daleko pada jabłko od jabłoni.

Zimą, kiedy wszyscy dorośli byli w pracy, a babcia wychodziła do piwnicy po drewno, wyciągała rower na środek pokoju i jeździła nim w kółko do utraty tchu. Wielokrotnie powtarzała sobie, że ze względu na małe metraże, nie zamieszka w blokach.

Każde wakacje spędzała na wsi. Dziadkowie wynajmowali niebieski domek z białymi framugami okiennic, klepiskiem i strzechą pokrytą słomą.

Któregoś ranka ziemia zadrżała. Wtedy po raz pierwszy usłyszała o stanie wojennym. Kobiety zebrały się wieczorem u sołtysowej, płakały, podczas gdy mężczyźni radzili w stodole. Nazajutrz przy śniadaniu, Niemców planuje pokonać kijem i drewnianym pistoletem, ale to nie o nich, chodzi i wypatruje czołgów. Wierzy w słowa babci, święte i niezaprzeczalne.

(Prawdę, iż jej miasto rodzinne nie jest centrum Polski odkryje w wieku czternastu lat, kiedy pierwszy raz samotnie wybierze się nad morze. Ucieknie z domu autostopem, a mapę ukradnie kierowcy Żuka, który weźmie ją z trasy, zacznie się dobierać do intymności, na co dostanie kopa w swoją).


Tamtego lata, babcia opowiedziała jej pewną historię.

*
Za górami i lasami, we wsi na skraju państewka Nakło, mieszkał chłopiec, który chciał przeżyć przygodę i opisać ją w książce. Chłopiec nie bał się niczego, całymi nocami wypatrywał duchów i zmór, które kryły się między konarami drzew, a podczas dnia biegał z kolegami w pobliskich lasach w poszukiwaniu przygód. Pech chciał, iż wszystkie niewiarygodne rzeczy działy się poza jego plecami.

Pewnego wieczoru, kiedy ciepło pościeli zmorzyło jego czujność, zapadł się w ciemność. Na stół przed domem, w którym mieszkał, wskoczył srebrzysty pies i zawył, dziadek chłopca wiedząc, co się dzieje, wstał ażeby go obudzić, w tym samym czasie pies zamerdał ogonem i znikł.

Nazajutrz rano, zawiedziony nocną utratą czujności, wyruszył do miasta, wysłany przez dziadka po sprawunki. Po drodze mijał sad. Na skraju stała jabłonka, miała na sobie czerwone korale owoców. Chłopiec nie mógł się oprzeć przed sięgnięciem i uchwyceniem w dłoń okrągłego i czerwonego jabłuszka. Jabłuszko miało lśniącą skórkę i pachniało malinami. Miodowy miąższ rozszedł się po ciele chłopca. Z łakomstwa połknął również ogryzek, jądro jabłka zakotwiczyło w żołądku.

Następnego dnia, chłopiec obudził się z uczuciem swędzenia na samym środku głowy. Drapał się i drapał, nawet dziadek sprawdził, czy wnuk, aby nie złapał wszy. Z dnia na dzień uczucie swędzenia wzrastało i w miejscu pojawił się guz, choć chłopiec nie przypominał sobie, żeby go nabił.

Pewnego dnia, obudził się z ogromnym bólem głowy i brzucha. Domownicy jeszcze spali, kiedy przemykał cichutko do łazienki. Zapalił światło, spojrzał w lustro i zobaczył, iż na czubku głowy wyrosło mu drzewo. Przestraszył się i krzyknął, wtedy drzewo rozchyliło korę i powiedziało, nie bój się. Chłopiec rozpłakał się, wziął nożyczki i zaczął obcinać drzewu gałęzie. Ściął całość, a na głowę nałożył czapkę. Nazajutrz znowu obudził się z drzewem na głowie, i tak za każdym razem, kiedy próbował się go pozbyć, odrastało. Z biegiem lat przyzwyczaił się do balastu, żeby go ukryć przed wścibskim wzrokiem ludzi, zakładał ogromną czapkę. Stał się pierwszym krasnoludem na ziemi. Napisał książkę, która stała się bestsellerem, a wszystko dzięki drzewu.

Pewnego wieczoru z boleściami brzucha usiadł na muszli sedesowej. Kiedy zrobił kupę, poczuł kłucie i swędzenie głowy. Dotknął dłonią czubka, okazało się, że nie ma drzewa, a w głowie pozostała tylko dziura.
Ucieszył się. Wyszedł na ulicę i wszedł do baru, gdzie zwykle pił z przyjaciółmi. Nikt go nie rozpoznał. Nie był już krasnoludem. Nie był szczególny. Stał się nikim.

*

Od tamtej pory, za każdym razem, kiedy je jabłko (jak i inne owoce z pestkami), dba o staranne odłączanie ich od miąższu. Nie chciałaby, żeby na głowie wyrósł jej arbuz. Czy widział ktoś kiedyś, kobietę o dwóch głowach, w dodatku jedną zieloną?

W wieku lat dziesięciu, marzyła zostać listonoszem. Jak pan Andrzej, nosić wielką czarną torbę i mieć mnóstwo znajomych. Kiedy po latach dowiedziała się od ojca, iż pracował jako listonosz do dnia, w którym usnął pod drzewem kompletnie pijany i został okradziony z emerytur i rent staruszków, żyjących na sucharach (byle do piętnastego), roześmiała się i uznała, iż nic nie jest przypadkiem.

Śmierć przychodzi i świat wydaje się podzielony na dzień i noc, w których odpowiednie czynności wypełniają pustkę po kobiecie, której piersi przysłaniały wszystkie problemy i niepowodzenia. Babcia była ciepła, zawsze uśmiechnięta i pachniała wanilią. Nosiła czerwoną chustę, którą otulała jej drobne ciałko, kiedy siadywały wieczorami przy piecu. Była pierwszą osobą, którą widziała rano, kiedy leniwie otwierała oczy i ostatnią, do której tuliła się przed snem, przeganiając śmiercionośne cienie.


Anna Andrzejewska



Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

poezja

czwartek, 12 lutego 2009 22:35

Podziel się
oceń
0
0

komentarze (1) | dodaj komentarz

recenzja prowincjonalna

czwartek, 12 lutego 2009 15:32



oraz info tuby :

Od kilkunastu dni zastanawiam się jak przedstawić Wam tomik poezji Eweliny Nakielskiej. I im więcej się zastanawiam, tym więcej nie wiem (parafrazując Misia o Małym Rozumku).

Autorka podzieliła spotkanie z czytelnikami na pięć aktów. Ich tytuły to: Wielki iluzjonista, Gangsterka, Gotyk, Seks, Ból, który znam. Do zilustrowania wierszy zaprosiła fotografa, Patrycję A. Powęzowską, która to pani wykonała cudne zdjęcia autorki w różnych przestrzeniach (szczególnie spodobał mi się Szyb Wilsona). I tak oto w „Witam Państwa…” przeplatają się wiersz ze zdjęciem poetki.

Doszłam do wniosku, że albo ja nie znam się na współczesnej poezji, albo autorka nie potrafi pisać. Jako, że zawsze mam dużo sympatii i zaufania do autorów, których czytam, zakładam, iż właściwszą teorią jest ta pierwsza – nie rozumiem współczesnej poezji. Ja najzwyczajniej w świecie nie pojmuję wartości frazy:

refren, na west side pojawiają się w dżinsach
czule pięścią w tył zwrot nóżka pupcia

a pewnie wielka to szkoda, bo autorka z pewnością ma to coś, co pozwala człowiekowi nazywać się Poetą. I choć autorka pisze:

i nie przeszkadza mi fakt że nie jestem
wojaczek bursa czy stachura
nawet gdy wypiję od nich
i większą będę nihilistką

to chyba jest tak, że jeśli ktoś decyduje się na upublicznienie swojej twórczości, to w jakimś sensie chce zdobyć uznanie (jakkolwiek je zrozumiemy).

Z moich nieumiejętnych osądów wynika, iż z wierszy Eweliny Nakielskiej wyłania się świat w jakim, przefiltrowanym jej wrażliwością, zmuszona jest żyć.

Monika Badowska


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (2) | dodaj komentarz

mit wampira na podstawie wywiadu i uzależnienia, wielce akademicki esej z przełomu wieków

poniedziałek, 09 lutego 2009 21:48

Według klasycznej definicji, wampir to stworzenie, które po śmierci zostaje przywrócone do życia przez moce zła, aby pod osłoną nocy atakować niewinnych ludzi i wysysać z nich życiodajną krew. Najsławniejszym wampirem wszechczasów jest oczywiście postać księcia Drakuli stworzona przez Brama Stokera, postać wampira schludnie odzianego w czarno-czerwoną pelerynę. Czarny bohater o demonicznym spojrzeniu i charakterystycznie długich białych kłach. Śpi w trumnie w ciągu dnia, martwy dla światła. O zmierzchu budzi się. Na skrzydłach nocy atakuje swoje ofiary, przynosząc zapach śmierci, ucieleśniając niewyobrażalny potencjał erotyzmu.



Bela Lugosi

Mit jest nieprawdziwą historią opowiadającą o świecie otaczającym ludzkość. Związany z próbą wyjaśnienia początków bytu i stworzenia człowieka, mit opowiada o postaciach obdarzonych nadludzką mocą, opisuje historie bogów, demonów i innych legendarnych bohaterów.

Z socjologicznego punktu widzenia, posłużymy się definicją mitu zaproponowaną przez francuskiego filozofa dwudziestego wieku Rolanda Barthesa. Tenże w swoich „Mitologiach” definiuje mit jako system komunikacji – przesłanie – które składa się z reprezentacji. Oparty na dwóch systemach semiologicznych, mit jest „metajęzykiem” w modelu znaku językowego Ferdinanda de Saussure'a. Znak językowy, według strukturalistów, składa się z dwóch elementów - znaczonego i znaczącego. Pierwszy jest abstrakcyjnym pojęciem, drugi - jego akustyczną reprezentacją.

Mit jest zatem „metajęzykiem” w takim modelu, jako że znak na płaszczyźnie lingwistycznej stanowi element znaczący dla płaszczyzny mitu; mityczny znaczony to również pojęcie, ale jego reprezentacja staje się znaczeniem. Barthes sugeruje, iż mit jest ostatecznym modelem czytania tekstu (który nie tylko stanowi pisana rozprawa, lecz również fotografia, kino, reportaż, sport, przedstawienia i masowe imprezy kulturalne, publicystyka), ostatecznym sposobem interpretacji, co sprowadza do konkluzji, iż mit może funkcjonować jako metafora.


W niniejszym artykule skupimy się na dwóch kluczowych produkcjach filmowych końca dwudziestego wieku: „Wywiad z wampirem” (The Interview with the Vampire, reż. Neil Jordan, 1994) oraz „Uzależnienie” (The Addiction, reż. Abel Ferrara, 1995), których fabuła koncentruje się wokół wampiryzmu. Doszukamy się w nich dwóch modeli zachowań: pierwszym jest homoseksualista, drugim – narkoman. I w takim ujęciu wampir zarysuje się jako jednostka zagrażająca społeczeństwu, jednostka, której obawia się każdy „normalny”.



Max Schreck

Wampir niepokoi, ponieważ widnieje jako zagrożenie „psychologicznej katastrofy”, jaką niesie ze sobą przemiana. Ta z kolei ściśle związana jest z archetypowym wizerunkiem wampira – „pożeracza dusz”. W większości kultur wierzy się, iż krew to miejsce zamieszkania duszy, ognisko naszej osobowości i źródło życia. Wampir mający wysysać naszą krew, wysysa esencję życia i całą witalność. Jednak ów strach przed byciem pożartym tajemniczo koresponduje z wysokim doznaniem erotycznym (bo kiedy wampir atakuje, łączy się on w czułym uścisku z ofiarą), który obojgu dostarcza poczucia fizycznej przyjemności.



Christopher Lee

Udamy się teraz ścieżką interpretacji zaproponowaną przez Rolanda Barthesa i spróbujemy zanalizować jego strukturę mitu w filmie pod tytułem „Wywiad z wampirem”. Mamy tu historię młodego człowieka o imieniu Louis, który w dość przykrych okolicznościach związanych ze śmiercią ukochanej żony spotyka wampira Lestata. Ten proponuje mu życie wieczne u swego boku i poprzez ugryzienie oraz napojenie go swoją krwią przemienia w wampira. Po jakimś czasie, Louis spotyka młodą dziewczynę Claudię, którą z kolei on w wampira przemienia i wtedy to Louis z Claudią postanawiają zabić Lestata. Historia ta funkcjonuje tutaj na poziomie pierwszego systemu semiologicznego, zwanym lingwistycznym.

Po to, by zbadać jej głębsze znaczenie, te z poziomu kulturowego, musimy dodać do mitycznego znaczącego (który stanowi lingwistyczny znak – wampiryzm) mityczny znaczony – koncept erotyzmu. W ten sposób otrzymujemy następujący mityczny znak, znaczenie: Louis po śmierci ukochanej żony spotyka mężczyznę, który składa mu propozycję związku erotycznego, całując go i wypełniając jego ciało swoją krwią. Scena przemiany jest dość sugestywna. Związek obu mężczyzn okazuje się jednak być niewolniczą subordynacją tego pierwszego i kiedy Louis spotyka śliczną Claudię, zakochuje się w niej. Oboje postanawiają zabić zazdrosnego Lestata, który jawnie nie toleruje przyjaźni swojego kochanka z młodą dziewczyną. Na poziomie języka jest to opowieść o wampirach, jednak na poziomie kultury – o homoseksualistach. Substytutem zniewolenia wampirycznego jest tutaj niewola seksualna.






Metafora wampiryzmu jako homoseksualizmu jest oczywista, kiedy porównamy niewytłumaczalny strach społeczeństwa przed homoseksualistami do strachu przed wampirami. Przeciętna „normalna” jednostka „obawia się” jednostki homoseksualnej, jako że ta ostatnia stwarza zagrożenie psychologicznej transformacji w każdej hipotetycznej okoliczności. Z pocałunkiem może gej wyssać życiową witalność ofiary. A ten, który raz spróbował miłości homoerotycznej, może już nigdy nie odzyskać swojej osobowości.

Inną z możliwych interpretacji mitu wampira może być wampir – narkoman, przedstawiony w filmie pod tytułem „Uzależnienie”. W tym przypadku mamy do czynienia z obrazem, który bezpośrednio naprowadza nas na znaczenie bez głębszej analizy: „Kathleen Conklin jest zwykłą studentką filozofii, której rozmyślania kierują się w stronę tajemnicy życia i śmierci. Pewnej nocy, gdy wraca do domu, zostaje napadnięta i pogryziona przez dziwnie wyglądającą i zachowującą się kobietę. Po pewnym czasie, czuje, że zaczyna się z nią dziać coś dziwnego. Staje się wampirem. Potrzebuje krwi, by móc funkcjonować. Ta potrzeba jest niczym uzależnienie od narkotyków i powoduje, że dziewczyna wpada wciąż w nowe kłopoty”.





Kathleen staje się filozoficznym wampirem, tropi i uwodzi wciąż nowe ofiary. Lecz kiedy próbuje przestać, niewyobrażalny głód zmieszany z bólem nachodzi jej ciało i umysł – oczywiste odniesienie do uzależnienia od narkotyków. Krew staje się tu metaforą narkotyku, a wampir – metaforą narkomana. Plus
bezpośrednie nawiązanie do "Nagiego Lunchu" Williama Burroughsa, pisarza narkomana.

Wampiryzm operuje w kategoriach ponownego narodzenia. Z definicji trzeba umrzeć, aby odrodzić się wampirem. Według psychologa Gustava Carla Junga, natura wymaga śmierci dla narodzin. Louis zatem przechodzi pewną psychologiczną metamorfozę, naturalną przemianę, która ma miejsce w jego umyśle, gdy spotyka Lestata i decyduje się zostać jego kochankiem. To samo przydarza się Kathleen, ona również przechodzi pewnego rodzaju transformację. W tym wypadku jednak zmiana zachodzi na poziomie fizycznym, jako że związana jest z substancją chemiczną, którą bohaterka wprowadza do organizmu. Wstrzykując narkotyk – tutaj, pamiętajmy, reprezentowany przez krew – Kathleen oferuje swojemu organizmowi syntetyczny środek ujarzmiający ból, doprowadzając do stanu, kiedy organizm sam przestaje produkować naturalne endorfiny. W ten sposób Kathleen nie tylko wciąż pragnie zażywać, lecz wręcz zmuszona jest do tego, jako że bez narkotyku czuje ból i wielki smutek.

Według folklorystycznych mitów, wampir funkcjonuje w sposób zbliżony – w akcie przemiany, zostaje skazany na wieczne uzależnienie. Oboje Louis i Kathleen doświadczają wewnętrznej zmiany, stają się żywym mitem wampira w naszej kulturze.


Mit wampira jawi nam się w nieco innym wymiarze niż zwykło się rozumieć go w tradycyjny sposób. Wywodzący się z folklorystycznych opowieści o żywych trupach atakujących biednych ludzi i wysysających z nich krew (życiodajny napój), mit przeszedł naturalną metamorfozę z dosłownej opowieści w metaforę.

Ujmując sprawę w kategoriach horroru i terroru, ten pierwszy przeistoczył się w drugi. Oba odpowiedzialne są za jakąś przerażającą rzecz, osobę, uczynek lub okoliczność, lecz terror pozostaje wielce racjonalnym strachem przed pewną akceptowalną formą rzeczywistości, podczas gdy horror jest wielce nieracjonalnym strachem przed siłami paranormalnymi. Co więcej, istnieje jeszcze horror realistyczny – paranormalny strach w przebraniu normalności.





Współcześnie powstaje wiele nieprawdziwych opowieści dotyczących pewnych zachowań czy specyficznych postaw człowieka w celu podtrzymania fałszywego mniemania o grupie lub jednostce. „Mity komplikują się proporcjonalnie do wzrostu złożoności struktur społecznych, stanowią ich odbicie”. Poddając interpretacji metaforę mitu wampira funkcjonującego w naszym społeczeństwie jako homoseksualisty lub narkomana, zauważamy, jak nieracjonalny strach przed nieziemskim wampirem zamienia się w ten racjonalny strach przed pewną formą ziemskiej rzeczywistości. "Normalni" często mogą czuć się "nieswojo" w obecności tematu homoseksualności czy narkomanii.


E.



Podziel się
oceń
0
0

komentarze (3) | dodaj komentarz

plakat design anna66

niedziela, 08 lutego 2009 18:32

 

 

 

 


z autografem

EKSPRESJA WYDAWNICTWO

 

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

drugi pogrzeb charliego

sobota, 07 lutego 2009 12:49

Nie bardzo miałam ochotę wyjść wtedy z domu. Pamiętam, był śnieg i minus pięć na dworze. Przekonała mnie Pat, mówiąc, iż obiecała komuś, kto brał udział w wydarzeniu artystycznym. Na pytanie jakim, nie  potrafiła odrzec.





Dwa okrążenia z pilotażem wokół pałacu kultury, ciasne miejsce parkingowe, kilka drzew o zmroku i wejście główne. Sala studyjna znajduje się na lewo. Wypełniona po brzegi głośną acz dzielną młodzieżą w bluzach z kapturami i tępym (ang.blunt) uśmiechem na twarzy, sprawiała wrażenie super imprezy. 





Najpierw film dokumentalny, potem trochę przydługawy o diable na osiedlu i konflikcie bohatera, drugi pogrzeb, the end i wreszcie teledysk. Na koniec ewiva l'arte. Rafał Kulpa było nazwiskiem najczęściej pojawiającym się na ekranie w kategorii wszelakiej. Młodzież komentowała, ciesząc się i jednocześnie tęskniąc do otwartej przestrzeni przed kinem.




Niewielki przegląd kina offowego artystów z amatorskiego klubu filmowego zagłębie w kinie kadr oraz emisja teledysku do piosenki pt.: "tak to się robi na południu" lokalnego zespołu hip-hop.

(aby  zachować równowagę w absurdzie i wytłumaczyć zainteresowanie wydarzeniem)

Warto dodać, iż teledysk ów realizowany był między innymi na placu  kazimierza pod oknami siedziby ekspresji. Yoe!





W drugim pogrzebie w roli kobiecej występuje Sylwia Wilk, koleżanka Pat. Film opowiada o stereotypie poety naszych czasów i jego śmiesznych rozsterkach. Reżyser Dawid Ciślak, przystojny i nieśmiały - na pierwszym planie obok Sylwii w krótkich spodenkach. Więcej na oficjalnej stronie filmu.





z subiektywnych pobudek bawiłam się wyśmienicie
pozdrawiamy i życzymy powodzenia
na festiwalach @)-->-->--



foto 2pogrzeb.pl

E.



Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

czy to już intertekstualność?

piątek, 06 lutego 2009 17:54

o uczuciach mówię wprost lub wcale


taka forma wiersza mi odpowiada nie narzekaj że źle ci się czyta
że rozwlekłość treści sprawia rozproszenie twojej cennej uwagi

nie
ubieraj
mnie
we własne
koszule

nie chodzi o to aby wersyfikować rozczulanie się nad sobą
pastwić czy doszukiwać niezrozumienia

tematyką wiersza jest miłość podmiotu lirycznego do odbiorcy
kocham cię choć niewystarczającą ilością metafor


Mr ups



Podziel się
oceń
0
0

komentarze (1) | dodaj komentarz

deviant rex

czwartek, 05 lutego 2009 21:35

FOTOGRAFIA anna66

 



Podziel się
oceń
0
0

komentarze (2) | dodaj komentarz

URODZIŁAM SIĘ 3 LUTEGO

wtorek, 03 lutego 2009 12:38

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (2) | dodaj komentarz

LICZBA 23

wtorek, 03 lutego 2009 12:21

DYSKORDIANIZM


Prawo Piątek (2 plus 3 daje 5). Prawo Piątek głosi, że


WSZYSTKIE ZJAWISKA ZACHODZĄ PIĄTKAMI, LUB SĄ PODZIELNE PRZEZ PIĘĆ, EWENTUALNIE STANOWIĄ KTÓRĄŚ POTĘGĘ PIĄTKI LUB TEŻ W JAKIKOLWIEK INNY SPOSÓB - WPROST LUB NIE - ŁĄCZĄ SIĘ Z LICZBĄ PIĘĆ. PRAWO PIĄTEK ZAWSZE SIĘ SPRAWDZA.


Ojcem Chrzestnym liczby 23 jest William Burroughs, amerykański pisarz ("Nagi lunch"), który jako pierwszy odkrył jej tajemnicę. Spostrzegł i była wszędzie. Urodziłam się trzeciego lutego...

czytaj IN ENGLISH


dwa podzielone przez trzy równa się zero przecinek sześć sześć sześć.

czytaj PO POLSKU


zagadka liczby 23

 

 

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (3) | dodaj komentarz

biały miś

poniedziałek, 02 lutego 2009 19:06







Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

I take pictures

niedziela, 01 lutego 2009 22:08



Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

nostalgia

piątek, 30 stycznia 2009 15:12

znaleziony ręcznie montowany materiał nie przeze mnie, a jednak stoję tuż obok w pierwszym rzędzie i słychać, jak śpiewam
:-)

IT DOESN'T MATTER TWO, DEPECHE MODE
at THE POINT THEATRE, DUBLIN
26.06.2006



 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

zmałpienie

czwartek, 29 stycznia 2009 17:57

Oczywiście spóźniłyśmy się, zatrzymywane co trochę przez śnieg, światła i kobiety-kierowców. Otworzyłam drzwi do debiutu w połowie pierwszego opowiadania, na krześle barowym pośrodku sali siedziała Sabina z kartką i czytała. Prawie natychmiast zaparowały mi okulary. Usiadłam w miejscu na czyjejś pufie. Kameralnie. Lektorzy zmieniali sie jeszcze cztery razy, w przerwie śpiewały dziewczyny z gitarą. Klimatem z rodu liryczne science fiction...


Z tych, które do tej pory przeczytałam (mam książkę z autografem, dziekuję)  najbardziej podoba mi się opowiadanie pod tytułem "Zmałpienie". Myślę, że mogłoby posłużyć za wzór do scenariusza filmowego... Panie reżyserze, co Pan na to?? 


28.01.2009. Kraków Debiut
wieczór autorski Krzysztofa T. Dąbrowskiego
@)-->-->--  e.





 

 

 

 

 

 


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

sezon konkursowy, diuna

wtorek, 27 stycznia 2009 16:48

Podziel się
oceń
0
0

komentarze (2) | dodaj komentarz

naśmierciny, krzysztof t dąbrowski

poniedziałek, 26 stycznia 2009 19:25

    Pamiętam oślepiającą światłość, uczucie bezgranicznego szczęścia i przepełnienia wszechogarniającą miłością. Zostałem wyrwany z tego stanu, pochwycony przez dwie świetliste istoty i wessany do ciemnego tunelu.Cudowny blask coraz bardziej się oddalał, aż znikł zupełnie... raj utracony. Nie czułem lęku, wszystko było rozkosznie obojętne.

    Gdy sfrunęliśmy na Ziemię istoty puściły mnie. Znalazłem się obok swego ciała. Stałem spokojnie i patrzyłem. Z początku było mi ono zupełnie obojętne - jakbym oglądał jakiś nudny eksponat w muzeum. Po chwili coś zmusiło mnie do wniknięcia w cielesną powłokę, a wtedy mój stosunek do niej diametralnie się zmienił. Ożyłem. Leżałem na chodniku, czując silny ucisk w piersi. Powoli zaczęły powracać zmysły. Naśmierciłem się - pojawiłem na świecie doznając rozległego zawału.

    Momentalnie objawiła mi się świadomość całego życia, wszystkiego, co się wydarzy. Najdziwniejsze było to, że prawie do dzieciństwa znałem je w najdrobniejszych szczegółach. Wiedziałem, że przez kilkadziesiąt lat będę bibliotekarzem i nie spełnią się marzenia o zawodowym pisarstwie. Cóż za okrucieństwo! Człowiek pojawia się na świecie mając świadomość, że będzie nikim, z perspektywą wielu lat przepełnionych nudą, niespełnieniem i rozczarowaniami.

    Najgorsze jest to, że każdego czekają odrodziny. Moje będą za siedemdziesiąt osiem lat, trzy miesiące i pięć dni. Przez pewien czas ubywanie lat jest błogosławieństwem. Przybywa sił, dręczy cię coraz mniej chorób. Zyskujesz sprawność - zarówno cielesną, jak i umysłową. Niestety w wieku dwudziestu kilku lat pojawiają się pierwsze symptomy tego, co nas czeka. Człowiek popełnia coraz więcej głupot. Coraz mniej ma życiowego doświadczenia i pieniędzy. W końcu zaczyna być uzależniony finansowo od rodziców. Idzie na studia, gdzie powoli robi się coraz głupszy. Apogeum zdebilnienia jest na początku szkoły podstawowej. Następuje wtedy demencja młodzieńcza. Nie umiesz już czytać ani pisać, a stan twojego umysłu jest opłakany.

    Gdy tak wspominam czekającą mnie kiedyś młodość, przypominają się obiadki rodzinne. To będzie codzienny domowy rytuał. Zaczyna się w chwili, gdy matka brudzi w zlewie naczynia i sztućce, po czym idzie tyłem w kierunku stołu. Gdy ustawi wszystkie upaćkane resztkami talerze, wtedy w różnej kolejności zasiadamy do stołu. Zaczynamy posiłek. Początkowo odżuwam wydobywający się z trzewi pokarm. Pod koniec tej czynności z ust wychodzi kawałek kotleta, który natychmiast nadziewam na widelec i odkładam na uświniony talerz. Za chwilę do tego kawałka doczepiam następny i w ciągu kwadransa na talerzu mam już calusieńki gorący i świeżutki kotlecik!

    Po posiłku, kiedy wszystko jest na talerzach, matka bierze je do kuchni, by po pewnym czasie wstawić do lodówki obiad - porozdzielany na różne części składowe. Dalsze losy posiłku wyglądają tak: Mija parę dni i matka wyciąga to wszystko, pakuje do toreb, po czym idą z ojcem odnieść do supermarketu. Gdy wracają w portfelu jest już dużo nowych pieniędzy. Jedyna wada obiadów to to, że potem przez pewien czas człowiek jest głodny...

    Dzieciństwo to koszmar. Wyobraź sobie, że kurczysz się i tracisz rozum. Coraz więcej czasu poświęcasz na idiotyczne zabawy, jak dekonstruowanie budowli z klocków, czy zamku w piaskownicy. Z czasem dramatycznie maleje zasób używanych słów. Potem zaczynasz wydawać z siebie jakieś dziwaczne dźwięki już nawet wysrać się sam nie potrafisz. To objawy niemowlęctwa.

    Paradoksalnie ma to jednak swoje plusy - w tym fakt, że nie zdajesz sobie sprawy ze zbliżających się wielkimi krokami odrodzin. A to przecież kres twej drogi na tym łez padole. Odrodziny polegają na tym, że gdy jesteś już tak głupi jak miska z budyniem malinowym, to trafiasz z rodzicielką do szpitala, gdzie jesteś wchłaniany przez jej organizm. Potem nosi cię w brzuchu, gdzie w ciągu dziewięciu miesięcy PRZESTAJESZ ISTNIEĆ!

    Wracając do mego życia. Mam teraz siedemdziesiąt osiem lat. Za trzy lata nastąpią naśmierciny Anny - ukochanej żony. Moje wspomnienia o niej trochę wyblakły i pożółkły w odmętach czasu, ale wiem, że rozbłysną pełnią barw i wyrazistości z momentem jej naśmiercin.

    Zanim zstąpi dusza i dojdzie do naśmiercin, ciało dojrzewa w cielsku Matki Ziemi. Z prochu tworzy się szkielet, który potem obrasta w trzewia i mięśnie, a te z kolei pokrywają się naskórkiem. Kilka dni przed naśmiercinami ciało jest zimne i blade. Wydobywamy je wtedy z ziemi w miejscu zwanym cmentarzem. Z czasem w ciało wnika dusza i zaczyna się nowe życie.

    Gdy naśmierciła się Anna, poczułem się jakby mi ktoś w głowie przestawił jakiś przełącznik, uruchamił inny sposób postrzegania rzeczywistości. Koniec samotności. Poczułem głęboką przyjaźń i więź; jakby ta kobieta była częścią mnie. Momentalnie uświadomiłem sobie  wszystkie dole i niedole, przez które razem jakoś przebrniemy. Za pięćdziesiąt cztery lata czeka nas płomienny, pełen namiętności romans, który będzie poprzedzał... jej zniknięcie z mojego życia. To straszne, że kiedyś muszę ją stracić. Pewnego dnia zniknie z mej świadomości fakt, że w ogóle istniała. To jest tak przygnębiające, że aż ciężko wyrazić słowami, lecz niestety każdemu przeznaczone.

    Niedługo naśmiercą się moi rodzice, zaledwie kilka lat po naśmiercinach żony. Ich dusze zstąpią do ciał podczas potężnego karambolu. To oni będą mi towarzyszyli w ostatnich chwilach życia.

    Zabawne jak to ludzkość głupieje. Coś jest, a później tego nie ma. Ludzie korzystają z wynalazków, potem te znikają - bo zapomnieli o nich naukowcy. I tak, w niewytłumaczalny sposób, cofamy się w rozwoju - i jest to naturalne. Nasza cywilizacja marnieje w oczach. Nie wiem, co było przed moimi naśmiercinami. Niestety tak już jest, że z każdą chwilą umyka nam to, co działo się przed chwilą. Tracimy to bezpowrotnie. Domyślam się, że na pewno jako ludzkość byliśmy bardziej rozwinięci. Z nauk, które zaznam w różnych szkołach, dowiem się, że cywilizacja powoli chyli się ku upadkowi. Będą dwie okrutne wojny światowe. Znikną komputery, telewizory i auta. Skończymy jako małpoludy walące się po łbach maczugami, ale... ale to już nie jest mój problem. Mam przed sobą siedemdziesiąt osiem lat nudnego, przewidywalnego życia. Będzie też kilka chwil radości. To właśnie na nie z utęsknieniem będę czekał...


http://ktdabrowski.pl.tl        E-MAIL:  kt.dabrowski@interia.pl 



Podziel się
oceń
0
0

komentarze (2) | dodaj komentarz

"wyobraź sobie, kto naprawdę rządzi światem i do czego zmierza"

poniedziałek, 26 stycznia 2009 19:12

z cyklu pisarze z klimatem:

reżyser z krakowa, który reżyserem nie został - krzysztof t. dąbrowski prezentuje swój zbiór 12 opowieści niesamowitych pt. naśmierciny.
czy wedle zapewnień znajdziemy tam odpowiedzi na intrygujące pytania?
                                                 
                                                    
28 stycznia o godzinie 18.30
w krakowie cafe art debiut przy ul. meiselsa 11
odbędzie się wieczorek muzyczno-literacki autora, m.in. prezentacja opowiadań, czytanych na pięć głosów i koncert wokalno-gitarowy w wykonaniu dagmary smolik i anny franty.
złożymy delegację! :-)
 
 
STRONA WYDAWCY




Wydawnictwo: Armoryka 2008
ISBN: 978-83-60276-88-4

Naśmierciny
Tam gdzie gasną gwiazdy
Zemsta Franciszka
Brrraciszek
010010101 podryw
Non omnis moriar
Aniouuu
Było sobie życie
Widziadło
Misja
Portret
0-700



Podziel się
oceń
0
0

komentarze (3) | dodaj komentarz

czas wodnika

piątek, 23 stycznia 2009 13:12



SDGE vol 40

Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

anioł w majonezie czyli opowiadania z końca wieku i miłe złego początki

wtorek, 20 stycznia 2009 21:05

moja bohema dzieli się na cyganerię w mieście
z tradycją czwartkowych wystaw
i pisarzy z którymi piję


 

Jesteśmy dziećmi Potrzeby i Przypadku. Spłodzono nas niedługo po zakończeniu wielkiej wojny, co przyjęliśmy z pokorą, przychodząc na świat w zgodzie z naturą, acz bez entuzjazmu.

TAPCZAN
Opowiadanie nieprawdopodobne

W takiej chwili Markowi Guzikowi powinno przypomnieć się całe życie. Tak przynajmniej to sobie wyobrażał. Któregoś zimowego wieczora, dokładnie, choć po pijanemu, rzecz całą przemyślał. Czytał kiedyś, że tak powinno być. Gówno prawda! Niczego sobie nie przypomniał. Ani miłego, ani koszmarnego. A przez czterdzieści lat zebrało się sporo do pamiętania. Do zapominania zresztą też. Teraz nic. Po prostu leciał. Rozpostarł szeroko ramiona i leciał. Niczego szczególnie nie żałował. No, może tylko trochę, że baby dawno nie miał. Takiej prawdziwej, swojej. Tych, do których chodził, gdy mu się trafiło ekstra grosza przyrobić - nie liczył.

Zdawało mu się, że wrzeszczy "łaaaa", ale tego "łaaaa" nikt nie słyszał.
Nikt go też nie widział z wyjątkiem starej Ciupałowej z parteru. Ciupałowa, która codziennie od kwietnia do października (o ile nie lało) wygrzewała ławkę koło piaskownicy była głuchawa, ale wzrok miała bystry. Z daleka widziała dokładnie, nawet więcej niż powinna.

- Tfu! Bezwstydniki! popatrz pani, gołe chodzą!

Powiedziała pół godziny wcześniej do byłej mecenasowej, która przysiadła obok dla złapania tchu. Akurat miała wolną chwilę. Jej Wojtuś zajął się czymś w piaskownicy, więc mogła sobie na to pozwolić. Była mecenasowa wiedziała czym prawnuczek jest zajęty, ale wolała udawać, że nie wie. Wojtuś, skryty za murkiem, rżnął knota w piach. I tak pójdzie na psie konto.

Powiodła wzrokiem za ręką Ciupałowej. Na balkonie, na trzecim piętrze w bloku obok dojrzała sylwetki dwóch osób. Czy były gołe, czy nie, tego nie widziała. Dla niej było za daleko. Wzruszyła ramionami. Była najstarszą mieszkanką bloku, ale postępową.
- Gorąco, to się rozebrali. Są u siebie w domu, to co pani do tego?
- Oj to prawda! Nie boją się gniewu bożego! - odpowiedziała głucha Ciupałowa.
Była mecenasowa porwała się z ławki i ciężkim, starczym truchtem pobiegła w stronę huśtawek. Wojtuś, opróżniwszy kiszki, pognał tam ufając w dziecięcej naiwności, że babka nie zauważy. Dopadła go metr przed celem.
- Tyle ci razy mówiłam, że nie wolno!
Klepnęła go w brudną dupinę.

Podobno w odległym dzieciństwie (o ile to prawdopodobne, że była mecenasowa mogła być kiedyś dzieckiem) rozkołysana huśtawka walnęła ją w głowę i miała od tej pory uraz na całe życie. Dostała świra na punkcie huśtawek. Dręczyła tym świrem dzieci i administrację.
(...)

wydawnictwo: E-bookowo  2008

ISBN: 978-83-61184-14-0


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (2) | dodaj komentarz

list do redakcji

poniedziałek, 19 stycznia 2009 11:01

Przez zupełny przypadek natrafiłam na Pani publikacje na stronie poema.art, którą często odwiedzam. Niemal wszystkie Pani wiersze przeczytałam z szeroko otwartymi ustami. Jest ich tam bardzo wiele, ale każdy uderza w inną część mnie.


Niektóre są wybitnie kobiece, przepełnione subtelną erotyką, która miejscami staje się dosłowna (ale w tych "dobrych", odpowiednich miejscach). Teraz cierpimy chyba na brak takiej poezji, delikatnie dosłownej, uderzającej lekko, ale z efektem. Modna stała się dosłowność, którą określam jako "grubiańską". I nie myślę wcale o wulgaryzmach, kolokwializmach czy samych tematach wierszy, o ile wiersz w ogóle może mieć temat. Po prostu, czytając wiersz, czuje się, że albo jest on taki, jaki powinien być, albo nie jest. Pani wiersze właśnie takie są. Rozkosznie kobiece i "niegrubiańsko" męskie.

Niektóre Pani utwory są dla mnie odlewem jakiś bardzo osobistych uczuć i przeżyć. Dotykają czegoś intymnego, ale mimo wszystko wspaniałego. I czuję coś przyjemnego, czytając to, co Pani pisze - mam wrażenie, że sama napisałam to kilka minut temu, że to moje myśli, moje uczucia. Wydaje mi się, że takiego efektu może Pani pozazdrościć wielu poetów, którzy używając przeróżnych sposobów starają się dotknąć czytelnika, często ze skutkiem, jakiego by nie chcieli. Poeta nie może się narzucać, bo przekracza wtedy niewidzialną granicę, ustalaną indywidualnie przez każdego odbiorcę.

Pozwala Pani w swojej poezji na dużą swobodę czytania i odbioru niemal każdego wiersza. Nasuwa mi się przemiłe skojarzenie z Marcinem Świetlickim, którego poezja jest dla mnie czymś tak wspaniałym, że nie potrafię ubrać tego w absolutnie żadne słowa. Jest dla mnie Pani kobiecym, zapewne sporo młodszym, Marcinem Świetlickim. Bez zbędnych, górnolotnych słów jestem w Pani poezji szalenie zakochana, taką miłością, jaką można czuć tylko i wyłącznie do wierszy.

Mam 17 lat i poezja jest dla mnie jedną z najwspanialszych, najgłębszych i najbardziej osobistych kwestii. Bardzo się cieszę, że natrafiłam na Pani publikacje. Będę je czytała jeszcze wiele razy, z niecierpliwością oczekiwała na nowe.

Ze szczerymi życzeniami dalszej tak owocnej pracy i wszystkiego, co najlepsze,

Dorota Białecka

......................................................................................................................................................................


Pięknie dziekuję za list i gorąco pozdrawiam  Panią Dorotę oraz jej koleżankę Żanetę. Jest mi niezmiernie miło, że podoba Wam się moja poezja.   :-)

Życzę wszystkiego dobrego w Nowym Roku!

Ewelina



Podziel się
oceń
0
0

komentarze (1) | dodaj komentarz

życie jest piękne

niedziela, 18 stycznia 2009 20:35


 FOTOGRAFIA anna66

Podziel się
oceń
0
0

komentarze (1) | dodaj komentarz

ROZMOWY NIEKONTROLOWANE

piątek, 16 stycznia 2009 19:34

MUZA ART CAFE, SOSNOWIEC 13 GRUDNIA
 W ROLI GŁÓWNEJ
ANNA LEŚNIAK

















foto anna66



Podziel się
oceń
0
0

komentarze (3) | dodaj komentarz

CONTROL

piątek, 09 stycznia 2009 15:27


Idziesz w milczeniu
Nie odwracaj się w milczeniu
Twoje zmieszanie - moje złudzenie
Niczym maska niechęci do samego siebie
Spogląda ci w oczy i ginie
Nie odchodź


Joy Division: „Atmosphere”
Tłumaczenie: Tomasz Beksiński


reżyseria
Anton Corbijn
scenariusz na podstawie książki Deborah Curtis Touching From the Distance
Matt Greenhalgh
zdjęcia
Martin Ruhe
muzyka
Joy Division, New Order
występują
Sam Riley jako Ian Curtis
Samantha Morton jako Debbie Curtis
Alexandra Maria Lara jako Annik Honore

czas trwania: 121 minut

Cannes 2007 - Złota Kamera

Był ponury i ekscentryczny. Chorował na epilepsję. Miał w sobie wielkie pokłady nienawiści i ogromną potrzebę sławy. Miał też dwie kobiety – żonę i kochankę. Nie umiał wybrać żadnej z nich. Wybrał śmierć.

18 maja minie 29 lat od samobójstwa Iana Curtisa, poety i wokalisty zespołu Joy Division. Żyje legenda.

Control jest pierwszym pełnometrażowym filmem Antona Corbijna, holenderskiego fotografa i reżysera teledysków m.in. Depeche Mode, U2 i Nicka Cave‘a. W młodości fotografował Joy Division, a  w kilka lat po śmierci Curtisa nakręcił teledysk do piosenki "Atmosphere" z albumu Closer. Control jest ekranizacją biografii pod tytułem Przejmujący z oddali (Touching from the Distance) napisanej przez żonę Curtisa - Deborah.





Film nie opowiada historii zespołu, jest mrocznym portretem Iana Curtisa. Koncentruje się na emocjach bohatera, jego rozterkach i lękach. Jako wrażliwy chłopiec z przedmieścia  na życie patrzy w kategoriach piękna i brzydoty. Pisze wiersze, buntuje się, eksperymentuje z narkotykami, marzy o sławie. Sięga po doznania, których dostarczają mu podkradane psychotropy i leki przeciwbólowe z łazienek starszych pań. W swoim pokoju pali papierosy, maluje się i naśladuje idoli, m.in. Davida Bowie. Choć nie ćwiczy gry na żadnym instrumencie, marzy o karierze muzyka. W 1976 roku na koncercie Sex Pistols w Manchesterze poznaje zespół, który szuka wokalisty. Wkrótce nazywają się Joy Division. Jak grupa więźniarek obozu koncentracyjnego zmuszanych do świadczeń usług seksualnych podczas drugiej wojny światowej.

Wracają z zespołem z koncertu, kiedy po raz pierwszy traci kontrolę. W szpitalu dowiaduje się, że choruje na epilepsję. Ataki i świadomość, że może umrzeć w każdej chwili dobijają go wewnętrznie, czemu daje wyraz w tekstach (“She’s Lost Control”), jak i na scenie. Charyzmatyczny taniec Iana, nazywany tańcem Świętego Wita staje się symbolem Joy Division. Bywają momenty, kiedy widz podczas koncertu nie wie, czy Ian jeszcze tańczy, czy to już atak.

Ian kocha dwie kobiety. Rozdarty wewnętrznie pomiędzy miłością do żony Deborah a kochanki Annik Honore, nie potrafi dokonać wyboru, co potęguje jego dramat. Tytuł symbolizuje utratę kontroli nad własnym życiem. Daje się zauważyć wyraźna dwoistość artysty: z jednej strony jest urzędnikiem, mężem i ojcem - a z drugiej poetą outsiderem, okrutnym egoistą, zamkniętym w swoim świecie. Rankiem 18 maja 1980 roku, 23-letni Ian Curtis wiesza się na sznurze suszarki do prania, prawdopodobnie po obejrzeniu filmu Wernera Herzoga Stroszek i wysłuchaniu płyty Iggy'ego Popa The Idiot.

Odtwórca głównej roli, podobnie jak reżyser, jest fanem Iana Curtisa. Sam Riley, bo o nim mowa, doskonale odnajduje się w sytuacji bohatera, gra prawdziwie, a piosenki Joy Division śpiewa swoim glosem.

Film zrealizowany jest w kolorystyce czarno-białej. Na pytanie dlaczego, reżyser odpowiada: “Ponieważ Joy Division byli czarno-biali: teksty, muzyka, zachowane zdjęcia.”  Niemniej ma to związek z filozoficznym postrzeganiem rzeczywistości przez Iana: młodość przeciwstawiona doświadczeniu choroby czy miłość targana nienawiścią. Każdy kadr przepełniony jest melancholią, ma swój urok i styl. Control to właściwie sekwencja czarno-białych fotografii na tle posępnej muzyki z rodzaju postpunk. Smutny do szaleństwa.
E.


„Love Will Tear As Apart”, Joy Division
 
Czemu w sypialni panuje chłód, a ty się odwracasz?
Czy źle to zrobiłem, a może straciliśmy do siebie szacunek?
Jednak pozostał nam jeszcze urok, który chroniliśmy przez całe życie
Miłość, miłość ponownie nas rozdzieli

Czy wołasz przez sen i obnażasz moje wady?
Czuję w ustach smak ogarniającej mnie desperacji
Jak to jest, że coś dobrego nie może już dłużej trwać?
Kiedy miłość, miłość ponownie nas rozdzieli

Tłumaczenie: Tomasz Beksiński



wspólna fotka z reżyserem filmu, Antonem Corbijnem, Wembley, 2006



Podziel się
oceń
0
0

komentarze (4) | dodaj komentarz

rarytas

piątek, 09 stycznia 2009 13:46



To jest chłodny bóg, bóg cieni… S. Plath


Smak wypełnia usta, psie mięso wchodzi pomiędzy zęby i zostaje do czasu użycia wykałaczki zrobionej z kości spiłowanej pilnikiem do paznokci. Nie używa drewnianych (green peace), bo ile drzew należało ściąć, żeby wytworzyć pudełko made in china?
Wychodzi z baru, powietrze jest lepkie i gorące, niepostrzeżenie przenika pod ubranie, gdzie szczegółowo przyspiesza reakcję organizmu, pot. Wszyscy cuchną tylko on snuje się po świecie z przeświadczeniem własnej boskości. Za tydzień odwiedzi żonę i syna, póki co ma inne plany.


03.02

Elektrony przyciągają kurz, do czyszczenia, którego służą ściereczki nasączone płynem o właściwościach antystatycznych. Wyciągasz dłoń i dotykasz gładkiej powierzchni klawiatury, do tego dochodzi świst powietrza z puszki, sprzężony oddech nie wystarcza. Piszesz. Tysiące ludzi, słodkie kąski piszą poeci grafomani, swój ciągnie do swego.

Zjazd forumowiczów w Górach Stołowych, 1 maja. Wszystkich zainteresowanych proszę o wpisywanie się na listę i kontakt z Loona58.

Kawa uderza w tętnice, kluczyki, papieros i praca. Osiem godzin walki z liczbami, przy obiedzie telewizja kłamie.


04.04.

Jeśli ktoś ma ochotę dopisać się do listy to bardzo proszę.
Przyjazd od 14.00
Część noclegów zostało wykupionych. Loona 58

Przez dwadzieścia trzy lata obywatel austriackiego miasteczka gwałcił córkę, a kiedy weszła w okres dojrzałości płciowej płodził dziatwę, którą wychowywała matka poszkodowanej. Przez dwadzieścia trzy lata sąsiedzi nie zauważyli, ba! nikt w szkole,  ani służbie zdrowia nie zorientował się, że rzekoma matka nie nosi ciąży, a wciąż pojawiają się nowe pędraki. Zapewne sam płodzący nie zorientował się, że kobieta, którą więzi od dwudziestu trzech lat w bunkrze na tyłach domu to nie jego żona, a córka (muszą być bardzo podobne). Podczas śledztwa żona wyznaje, że nie domyślała się, iż w jej domu znajduje się tajne przejście, a mąż jest ciągle nieobecny, choć nie pracuje od lat pięciu.
Któregoś dnia pijany kierowca wjechał w autobus szkolny. W szpitalu zabrakło krwi. Jak wykazała dociekliwość dziennikarska w każdym z domostw rozpiętych na obszarze ośmiotysięcznego miasteczka znajdują się przejścia, gdzie za zamkniętymi drzwiami porządni obywatele toczą podwójne życie świętych.

Zakupy w hipermarkecie, to i to i jeszcze tamto z górnej półki, choć mówią żeby z górnych i dolnych nie kupować. Torba stoi w przedpokoju, pidżama, kapcie i komplet noży. Garnki dostaniemy od właścicieli.


01.05

Piszę na wszelki wypadek, do roztargnionych. Przyjazd dzisiaj między 14.00 a 18.00 nie zapomnijcie swoich wierszy. Do zobaczenia. Loona58

Umówili się z Looną58, która spotkała się z dwójką innych portalowiczów i ich psem na stacji kolejowej. Stamtąd pojechali na miejsce spoczynku. Po zakwaterowaniu on poszedł do gospodarzy po garnki, oczywiście musiały być największe. Do osiemnastej zjechali się już wszyscy. W pierwszym dniu zapoznawali się i obserwowali wszystkich. On i Loona58 najbardziej polubili tego faceta z psem. Nie chudy i nie gruby, tacy odpadają od razu, a co najważniejsze musiał wyjechać na drugi dzień popołudniu. Spędzili miły wieczór grając w kalambury. Na drugi dzień on zaproponował, że podwiezie go na stację kolejową. Tamten zgodził się. Wjechali w las. On zatrzymał samochód na poboczu mówiąc, że musi się odlać. Otworzył bagażnik i wyciągnął tasak, który zawsze woził ze sobą. Tamten również wyszedł, żeby wysikać psa. Potem wszystko potoczyło się błyskawicznie. Pies stanowił dodatek.

Anna Andrzejewska



FOTO ANNA66

Podziel się
oceń
0
0

komentarze (1) | dodaj komentarz

stacja sylwester

piątek, 02 stycznia 2009 18:33
































FOTOGRAFIA anna66

Podziel się
oceń
0
0

komentarze (2) | dodaj komentarz

ŻYCZYMY WSZYSTKIM SZAMPAŃSKIEJ ZABAWY 2009

środa, 31 grudnia 2008 11:36

foto anna66
Podziel się
oceń
0
0

komentarze (3) | dodaj komentarz

tiger lillies - satanic folk

wtorek, 30 grudnia 2008 12:19

pod pseudonimem ups

poniedziałek, 29 grudnia 2008 17:41

przed państwem młody poeta ze wsi, którego marzeniem jest posiadać własny traktor. w szkole idzie mu najgorzej, a  w wolnym czasie uprawia karate na pobliskich drzewach. oto jego mała impresja na temat świąt:


Wigilia

bombka a w niej twarz
zniekształcona i starsza

kolędy z magnetofonu odbijają się od ścian
i wracają
raz w roku coraz mniej znane

stół – spirytus...
dwanaście potraw
i Kevin sam w domu

siedzę w pustym pokoju

tradycja umiera z bliskimi


ups



Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

ROZMOWY NIEKONTROLOWANE cd.

czwartek, 25 grudnia 2008 20:28

ANNA LEŚNIAK,
W ROLI GŁÓWNEJ,

MUZA ART CAFE, SOSNOWIEC 13 GRUDNIA
















FOTO MICHAŁ MICHAŁEK
Podziel się
oceń
0
0

komentarze (2) | dodaj komentarz

JASEŁKA SEKS I PISTOLET

niedziela, 21 grudnia 2008 19:13


... czyli MATECZKA w reżyserii Andrzeja Majtczaka, na deskach Teatru Śląskiego, scena w Malarni.
Historia prawdziwa: lata czterdzieste, zakonnica i dom dla dziewcząt różnego typu, które odkrywają mroczną tajemnicę swojej przełożonej. W dramacie wojna, miłość i zbrodnia widziana oczami bohaterek. Mocna krytyka kleru, doskonała gra aktorska, elementy ekspresji i komizmu.
Szczególnie  jasełka ze świetną oprawą muzyczną.

Gratuluję @)-->-->--


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (1) | dodaj komentarz

ANNA LEŚNIAK portret

środa, 17 grudnia 2008 14:59

ANNA LEŚNIAK o sobie

środa, 17 grudnia 2008 14:54
anna leśniak - błękitny zamek





Uczę się aktorstwa w Studium Aktorskim przy Teatrze Śląskim, moją wielką miłością jest teatr oraz malarstwo. Skończyłam studia na Akademii Sztuk Pięknych w Łodzi - kierunek projektowanie graficzne.
Jednak nie projektowanie, a malarstwo jest moją pasją. Maluję głównie twarze, nieco odrealnione, bardzo ekspresywne. Ekspresjonizm to ulubiony kierunek w malarstwie.

Kocham podróżować. Zwiedziłam (często autostopem) ciekawe miejsca w Europie oraz Stanach Zjednoczonych.
Na co dzień, poza zajęciami w szkole uczę dzieci w Młodzieżowym Domu Kultury rysunku oraz prowadzę zajęcia teatralne. Uwielbiam tańczyć, pływać, a dla relaksu - oglądać seriale.




Podziel się
oceń
1
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

MASAKRA I PRZEŚCIERADŁO

poniedziałek, 08 grudnia 2008 23:04

PATRYCJA TRZOCH,
W ROLI GŁÓWNEJ,

ART CAFE DEBIUT, KRAKÓW 5 GRUDNIA

















foto by HW
Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

PATRYCJA TRZOCH o sobie

piątek, 05 grudnia 2008 10:42



Pochodzę z Ostrołęki, tej od Rejsu, Narwi i elektrowni na Polskę północno-wschodnią.
Skończyłam lingwistykę stosowaną w Warszawie, a później przywiało mnie do Katowic, do Studium Aktorskiego przy Teatrze Śląskim.
To było ponad 3 lata temu i na razie tu osiadłam, choć nie wykluczam zmian.
Występuję w Teatrze Śląskim w przedstawieniu "Mateczka", na które zapraszam 18 i 19 grudnia o godzinie 19.00.
Pracuję nad sztuką pt "CIEMNO. JASNO. CIEŃ".

ścisk błysk,

Patrycja Trzoch.


Podziel się
oceń
0
0

komentarze (3) | dodaj komentarz

spektakl poetycki

czwartek, 04 grudnia 2008 15:19


Mamy zaszczyt zaprosić Państwa na cykl spektakli artystycznych pt. WITAM PAŃSTWA W MOJEJ AUDYCJI GOTYK I SEKS już tej jesieni w Sosnowcu i Krakowie!

5 grudnia piątek 2008
KRAKÓW KAZIMIERZ
Cafe Art Debiut
ul.Meiselsa 11
godz.19.00

13 grudnia sobota
SOSNOWIEC
Cafe Art Muza
ul. Warszawska 2
godz. 19.00



scenariusz: EWELINA NAKIELSKA
fotografia: PATRYCJA ANNA PAWĘZOWSKA
w roli głównej Kraków: PATRYCJA TRZOCH
w roli głównej Sosnowiec: ANNA LEŚNIAK
muzyka: KATHARSIS

ZAPRASZAMY







Podziel się
oceń
0
0

komentarze (1) | dodaj komentarz

Howl's moving castle, muzyka Patrycja Krysik

wtorek, 25 listopada 2008 9:48

Podziel się
oceń
0
0

komentarze (2) | dodaj komentarz

tytuł wystawy DEKADENCJA

niedziela, 23 listopada 2008 13:26


Wieczorem 14 listopada wybrałyśmy się do Krakowa na spotkanie z Art Directorem w Art Cafe Debiut. Tematem spotkania miały być finalne ustalenia dotyczące audycji gotyk i seks, a przy okazji uczestniczyłyśmy w otwarciu duetowej wystawy malarstwa Joanny Zięblińskiej i ceramiki Małgorzaty Żukrowskiej.

Przeniosłyśmy się w świat osnuty mgłą i dymem z papierosa, przepełnionym kontrastami czerni, bieli i czerwieni warg...









foto Patrycja Pawęzowska



Podziel się
oceń
0
0

komentarze (0) | dodaj komentarz

Zdjęcia w galeriach.


wtorek, 23 września 2014

Licznik odwiedzin:  57 723  

EKSPRESJA

ENA KIELSKA
i ANNA66

Wiersze i fotografie oraz inne utwory chronione są prawem autorskim i pozostają wyłączną własnością ich autorów. Bez ich zgody nie mogą być kopiowane, przetwarzane, wykorzystywane, publikowane w Internecie i innych mediach.



enakielska@gmail.com

somebody66@gmail.com

Prenumerata

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Statystyki

Odwiedziny: 57723
Wpisy
  • komentarze: 288
Bloog istnieje od: 2237 dni
EKSPRESJA TOP
Popieram Kodeks Blogerów

Lubię to